1. [początek. lace]

To nie będzie popularny blog.

To znaczy, tak przypuszczam - nigdy nie byłam dobra w marketingu, nie umiem budować "marki"; nawet gdyby kiedyś przyszło mi do głowy, że chciałabym się w coś takiego zabawić, to nie za bardzo wiedziałabym jak. Ale jednak swoje miejsce w sieci założyłam... Chyba bardziej dla siebie. Chcę móc za jakiś czas przejrzeć stare wpisy i powiedzieć "nie było tak źle" albo "zrobiłam duży krok do przodu". Jedno z dwóch.

Na drutach robię (bardzo hobbystycznie) od kilku lat - raz częściej, raz rzadziej, w zależności od wolnego czasu i chęci. Entuzjazm, z jakim kiedyś podchodziłam do dziergania, od jakiegoś czasu podszyty jest lękiem i stresem - bo nie umiem robić takich ładnych rzeczy, jak inni, bo nie zawsze wychodzi mi łączenie kolorów, bo sama nic nie projektuję, bo coś tam mi nie wyszło, bo właściwie po co ja robię coś tak bezużytecznego, bo... A to nie o to ma mi chodzić. Chcę, żeby radość i satysfakcję sprawiał mi sam fakt, że tworzę coś z "niczego". Nie musi być idealnie. Każdy uczy się w swoim tempie, a ja i tak nauczyłam się dużo od czasu, kiedy pierwszy raz sięgnęłam po druty.

No dobrze, smętny wstęp za mną, pora na udokumentowanie pierwszej rzeczy, której nie boję się wrzucić do internetu.



GREEN GABLES SHAWL

projektu Anne-Lise Maigaard



Ażurowe szale z cieniutkiej nitki to moja ulubiona kategoria na Ravelry. Uwielbiam te "firankowe" wzory - i za efekt końcowy, i sam proces dziergania. Powtórzenia w obrębie rzędu są zazwyczaj łatwe do zapamiętania i "ogarnięcia", a jednocześnie rzędy na tyle różnią się między sobą, że robótka mnie nie nudzi i nie mam ochoty cisnąć jej w kąt w połowie. Jedynym (choć sporym) minusem tej mojej miłości jest to, że sama w takich rzeczach raczej nie chodzę i muszę szukać chętnych do noszenia gotowych udziergów.

Ta chusta powstała z myślą o prezencie ślubnym - choć koncepcja może się jeszcze zmienić, zwłaszcza że ślub odbędzie się dopiero we wrześniu. Ważne, że wydarzenie dało mi pretekst do sięgnięcia po wzór (dostępny tutaj w cenie około 21 złotych), który podobał mi się już od dawna :)

Sam wzór napisany jest bardzo dobrze, choć opiera się wyłącznie na schematach - trzeba umieć je czytać. Na dodatek ma też jeszcze jedną cechę, którą bardzo doceniam - autorka już we wzorze zaznaczyła, w których miejscach można (choć oczywiście nie trzeba) dodawać koraliki, w związku z czym nie musiałam sama sobie tego wizualizować! Wrabianie koralików w chustę potrafi być dość mozolne, ale efekt jest tego wart.

Jak się dobrze przyjrzeć, to nawet je widać - m. in. w prawym dolnym rogu

No dobrze, to teraz trochę o użytych materiałach:
Włóczka to niecałe dwa motki (ok. 186 g) Maharaja Silk Lace w kolorze białym (choć, jak widać na zdjęciach - w rzeczywistości jest to raczej brudna biel lub ecru) zakupiona na biferno.pl. Odrobinę cieńsza niż proponowana przez twórczynię wzoru Zitron Filisilk (Maharaja ma 640 metrów w 100g, Zitron - 600 metrów), ale przerabiałam ją i tak na sugerowanych drutach 3,5 mm, bo w takich chustach ścisłość oczek nie jest w gruncie rzeczy aż taka ważna. Efekt końcowy jest dla mnie zadowalający :) Włóczka to 100% jedwabiu, co prawda mniej śliska i nie aż tak błyszcząca jak Zitron Traumseide, z którego też miałam okazję już dziergać, ale - jak to jedwab - trzyma poziom. Mój aparat niestety nie był w stanie tego uchwycić, ale na żywo widać szlachetność materiału - zwłaszcza w słońcu. W dotyku miła, lejąca się, chłodna w taki przyjemny sposób. Dziergało się z niej przyjemnie - mimo że korzystałam z metalowych drutów, poślizg nie był ani za mały, ani za duży (jak to bywało w przypadku Traumseide - 100% jedwabiu mulberry...), tak że nie musiałam łapać żadnych uciekających oczek. Po zblokowaniu kształt oczek się wyrównał, a cała chusta nabrała pożądanego kształtu - ostateczny wymiar to ok. 135 cm szerokości i 35 cm wysokości.

Zgodnie z pierwszą ideą co do "przeznaczenia" chusty, zdecydowałam się na koraliki, ktore nie będą się wyróżniały na tle włóczki. Ostatecznie udało mi się je dobrać chyba aż zbyt idealnie - na pierwszy rzut oka prawie ich nie widać! Dopiero bliższe przyjrzenie się chuście sprawia, że stają się widoczne - no i ładnie odbijają światło, sprawiając, że całość błyszczy się i ładnie, i subtelnie. Zużyłam trochę ponad 30 g Toho Round 8/0 w kolorze Opaque Luster Navajo White.


Z uwag technicznych: chusta zaprojektowana jest na 130 rzędów i po tym można skończyć dzierganie. Autorka uwzględniła jednak to, że komuś może zostać trochę więcej włóczki i dodała opcjonalny schemat, który pozwala na kontynuowanie dziergania - a ponieważ znalazłam się dokładnie w tej sytuacji, dobrnęłam w końcu do rzędu 180+ (a może nawet 190?). Zabrakło mi natomiast koralików, więc w tych ostatnich, dodatkowych rzędach dodawałam je nie w każdym sugerowanym rzędzie, tylko co drugi :)

Całość zajęła mi około trzech tygodni, kiedy miałam siłę i chęć, żeby jeszcze sięgać po druty po pracy.

A tak chusta prezentuje się w całości:


Na tym zdjęciu wyszła zdecydowanie bardziej biała niż w rzeczywistości

Nie obyło się oczywiście bez błędów - zakończenie jest zdecydowanie zbyt poszarpane i nierówne, raczej w wyniku niedbałego zblokowania. Dobra wiadomość jest taka, że w takim wypadku można to bez problemu naprawić. Zła - że prawdopodobnie nie będzie mi się chciało...

Comments

Popular posts from this blog

5. [Pierwszy kardigan, który nadaje się do noszenia]

4. [tęcza na dzień matki]