2. [wełniana tajemnica impresjonistów]
No, dobrze - nie tak w 100% wełniana, robiona bowiem z włóczki Scheepjes Our Tribe, w której wełna (merynos) stanowi 70% składu, a pozostałe 30% to wzmacniający wytrzymałość nylon. Zazwyczaj unikam sztucznych dodatków - nie dojrzałam jeszcze do robienia skarpetek, więc takie wzmocnienie mi niepotrzebne, a mam to szczęście, że najbardziej przaśna, szorstka wełna mnie nie gryzie - ale w tym przypadku przekonały mnie kolory. No właśnie, kolory... ale może zacznę od początku.
IMPRESSIONIST MKAL
projektu Helen Stewart
Ta chusta to pierwszy MKAL (Mysterious Knit Along, jeżeli dobrze rozwijam skrót), w jakim brałam udział. O ile idea, w teorii, bardzo mi odpowiada - MKAL to takie coś, gdzie tak naprawdę nie wiemy, jak będzie wyglądał efekt końcowy i dowiadujemy się tego dopiero w trakcie dziergania, podążając za publikowanymi regularnie wskazówkami - o tyle od aktywnej partycypacji odstraszała mnie zawsze moja własna wybredność. Wiadomo, nie każdy wzór chwyci człowieka za serce - a skąd mam wiedzieć, czy tajemniczy wzór ostatecznie mi się spodoba? Przejrzałam jednak bibliotekę designerki na Ravelry, stwierdziłam, że jej wzory raczej trafiają w mój gust, no i zaryzykowałam.
Wskazówki okazały się głównie opisowe - na początku trochę się bałam, że po przyzwyczajeniu się do rozrysowanych ażurowych wzorów będę się gubić w prostych opisach, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Konstrukcja chusty opiera się głównie na oczkach prawych - no i przyznam szczerze, że przy ostatnich rzędach (kiedy na drutach było 500+ oczek) zrobiło się to trochę nużące. Z drugiej strony, prawe oczka szybko się przerabia, poza tym nie trzeba aż tak często patrzeć na robótkę, więc spokojnie mogłam sobie puścić w tle jakiś film i nawet patrzeć, co się dzieje na ekranie (a nie tylko słuchać i od czasu do czasu rzucać okiem, jak to mi się zdarza przy bardziej skomplikowanych udziergach). Ogólnie więc na plus.
Nieliczne motywy ażurowe są bardzo proste i jakkolwiek nie odrzuca mnie od nich, tak też nie ujęły mnie jakoś szczególnie - choć muszę przyznać, że dobrze grają ze sobą nawzajem, w związku z czym chusta jako całość prezentuje się w porządku. Zamykanie oczek - "pikotkowe" - bardzo proste, ale też bardzo mi się spodobało i myślę, że kiedyś jeszcze je wykorzystam.
Zresztą - nie wzór był tu najważniejszy. Zgodnie ze słowami autorki, chusta została zainspirowana nurtem impresjonistycznym - i jak na impresjonizm przystało, ogromną rolę w kompozycji odgrywały kolory - w robótce łączone za pomocą modnej ostatnio techniki "fading". Technika ta polega ni mniej, ni więcej na tym, że wybieramy włóczki różniące się odcieniem na tyle, żeby było to zauważalne, ale jednocześnie na tyle podobne, żeby przejście wyglądało naturalnie - po czym zmieniamy je co kilka rzędów, na początku częściej, potem już rzadziej, żeby pasma się wydłużyły. Bardzo fajna sprawa - jeszcze fajniejsza, kiedy ktoś ma wyczucie kolorystyczne, którego mi niestety trochę brakuje.
No więc właśnie... kolory. Przez około cztery tygodnie dziergania (kolejne wskazówki rozsyłane były raz w tygodniu) moje nastawienie do wybranej włóczki wahało się od niezadowolenia, poprzez mocno średni entuzjazm, aż do "hm, chyba jednak jest okej". Ostatecznie całość umiarkowanie mi się podoba - tym bardziej, im dłużej na nią patrzę, więc kto wie, może jeszcze się polubimy...?
Parę słów o włóczce - jak już wspomniałam, do zrobienia chusty wykorzystałam Scheepjes Our Tribe w kolorach: 965 Felted Button (kolor A, około 53 g), 954 New Leaf (kolor B, około 72 g) oraz 962 Marie (kolor C, około 65 g). Wszystkie trzy motki zakupione w Sklep-Iku. Wbrew temu, co piszę w kontekście akurat tej chusty, farbowanie Our Tribe całkiem mi się podoba - przejścia kolorów są dosyć delikatne i zadowalająco długie (nie znoszę, kiedy są krótkie), barwy też bardzo ładne. Z tego zestawu podoba mi się szczególnie Marie, choć odstaje od pozostałych dwóch - mój aparat niestety nie potrafi tego uchwycić, ale włóczka ma piękny i głęboki ciemnoniebieski kolor z plamkami brązu i (tu i ówdzie) jaśniejszymi pasmami - ogólnie bardzo przypadła mi do gustu. Może kiedyś jeszcze po nią sięgnę, aczkolwiek chętnie rozjaśniłabym ją czymś innym - pojedynczo może okazać się trochę zbyt ciemna. Tutaj kolory w zbliżeniu:
Jak na wełnę przystało, chusta nieźle się rozciągnęła w procesie blokowania - nie mierzyłam jej zaraz po zdjęciu z drutów, ale po wyschnięciu ma 230 (!) cm szerokości i 55 cm wysokości. Strasznie jest szeroka, krótko mówiąc. Zawsze mnie zastanawia, jak takie coś owinąć wokół szyi, żeby jakoś wyglądało.
Na koniec, w ramach ciekawostki, zdjęcie udowadniające, jak ciężko jest uchwycić "prawdziwe" kolory za pomocą niezbyt dobrego aparatu w telefonie i jak dużą rolę gra oświetlenie:
Zupełnie inaczej, prawda? W rzeczywistości kolory to coś pomiędzy ostatnim zdjęciem a poprzednimi trzema - są zdecydowanie pastelowe, jak wyżej (szczególnie jasne odcienie), ale jednocześnie ciepłe, jak na pierwszym zdjęciu.




Comments
Post a Comment