3. [wełniany szalik na sam koniec zimy]

Sądząc po tym, co dzieje się za oknem - zima odchodzi i chyba nie ma zamiaru wracać, w każdym razie nie w najbliższym czasie. Ponad 20 stopni to dla mnie temperatura zdecydowanie zbyt wysoka, ale niestety na pogodę wpływu nie mam, tak więc nadchodzące upały będę musiała jakoś znieść. Przydałoby się sięgnąć po bawełnę, len, bambus... Ale jakoś nie mogę się przekonać do włóczek roślinnych i uparcie trwam przy wełnie - nawet jeżeli nie będę miała okazji założyć moich udziergów przez kilka miesięcy. Dzisiaj na tapecie pojawia się świeżo skończony szalik w kolorowe jednorożce, czyli mój pierwszy projekt spod znaku double knitting.

MAGIC UNICORN SCARF

projektu Lisy Hannan Fox


Od dawna z zazdrością patrzyłam na przepiękne żakardy i inne wielokolorowe projekty dziergaczy z całego świata - mnie samej takie wzory zawsze wydawały się zbyt skomplikowane i trudne do opanowania. Prawdopodobieństwo, że jednak spróbuję nauczyć się i tej techniki rośnie z każdym dniem, na razie jednak zdecydowałam się na double knitting z bardzo prostego powodu - wydało mi się to prostsze niż opanowanie prowadzenia nitki w tradycyjnym żakardzie.

Double knitting, jak sama nazwa wskazuje, polega na tym, że dziergamy tak naprawdę dwie (prawie) identyczne robótki, tyle że nie oddzielnie, a łącząc je ze sobą. W efekcie mamy udzierg "dwuwarstwowy" - co może być zaletą w przypadku zimowych akcesoriów, choć jednocześnie sprawia, że musimy przerobić dwa razy więcej oczek. Przykładowo: szalik powyżej ma tylko 40 oczek szerokości, w każdym rzędzie jednak musiałam ich przerobić 80 - po 40 na każdą stronę.

Łączenie obu warstw, o czym przekonałam się za późno, można osiągnąć na różne sposoby. We wzorze zalecane jest krzyżowanie oczek brzegowych - i rzeczywiście na zdjęciach autorki widać, że wyszło jej to bardzo dobrze, w moim przypadku jednak efekt był cokolwiek koślawy. W związku z tym brzegi zdecydowałam się obrobić szydełkiem - i chyba nie wyszło aż tak źle... Niemniej jednak przy następnych projektach dzierganych tą techniką (a z pewnością się tego podejmę! Mam już nawet dwa wzory na oku) spróbuję zastosować alternatywną metodę.

Zbliżenie na pojedynczy "segment" wzoru -  i szydełkowe brzegi

Oczywiście, jak przy wszystkich pierwszych projektach (a przynajmniej tak jest w moim przypadku), nie obyło się bez błędów: poza wymienionym wyżej brzegiem (co właściwie niekoniecznie jest błędem, raczej kwestią estetyczną),  miałam problem też z właściwym przerabianiem oczek w miejscach zmiany koloru. Okazało się, że zbyt niedbale obejrzałam tutoriale - w efekcie nie do końca zrozumiałam, jak prowadzić nitki i w prawie całym pierwszym segmencie zamiast płynnych przejść kolorów i równych "v" osiągnęłam poszarpane, owinięte niby-oczka, które trochę wstyd pokazać... Ale na wysokości 60-któregoś rzędu, kiedy w końcu zorientowałam się, co robiłam nie tak (a pomyłka była tak banalna, że aż wstyd się przyznawać), uznałam, że prucie całości i zaczynanie od nowa to jednak nie na moje siły. Tym bardziej, że na początku (i mam tu na myśli pierwsze dwa-trzy segmenty) przerabianie oczek szło mi wyjątkowo mozolnie, nitki mi się plątały, wszystko wydawało się och-tak-bardzo-skomplikowane - krótko mówiąc, byłam przekonana, że double knitting zajmuje wieki, więc absolutnie nie chciałam stracić X godzin ciężkiej pracy. Na szczęście ostatecznie udało mi się wszystko opanować i spokojnie przerabiałam robótkę w takim samym tempie, jak każdą inną.

Niechęć do prucia zaowocowała jeszcze jednym - długością szalika. Wzór skonstruowany jest tak, że szalik dzierga się w jednym kawałku, w związku z czym dla zachowania symetrii część jednorożców dziergamy "normalnie", od dołu (nóg) - a drugą część jako lustrzane odbicie, to znaczy segment zaczyna się od wydziergania głowy. Żeby wszystko było równo i ładnie, potrzebne jest wydzierganie takiej samej ilości jednorożców "zwykłych" i "odwróconych". Ja się zagapiłam - i zamiast zrobić (całkiem moim zdaniem optymalne) 6 jednorożców, z rozpędu zaczęłam czwartego "normalnego", więc i tych "odwróconych" musiałam zrobić cztery. W efekcie szalik ma prawie równo 2 metry długości przy skromnych 16 centymetrach szerokości.

Tutaj widać dokładnie miejsce odwrócenia wzoru

W skończonej robótce długość mi nie przeszkadza, ale podczas dziergania... Dość powiedzieć, że szalik leżał w kącie ponad dwa tygodnie, bo znudziło mnie powtarzanie ciągle tych samych 80 rzędów.

Użyta włóczka to Drops Nord w kolorze 01 - natural (120 g) i Drops Delight w kolorz 12 - rainbow (117 g, w tym na szydełkowe obrobienie brzegów), obie zakupione u Intensywnie Kreatywnej. Nord to mieszanka 45% alpaki, 30% nylonu i 20% wełny, Delight zaś to 75% wełny i 25% poliamidu. Obie włóczki są miękkie i miłe w dotyku; zrobienie szalika metodą double knitting dodatkowo sprawiło, że całość jest przyjemnie, hmm... mięsista. Kolorystyka Delight bardzo mi się podoba - zaręczam, że w rzeczywistości kolory są jeszcze ładniejsze niż na zdjęciach! Jedyny minus to taki, że obie włóczki dość mocno kłaczą - i niestety kolorowe włoski (szczególnie z różowo-fioletowych części motka) poprzyczepiały się okropnie do białego Norda, lekko psując efekt. Na szczęście da się to jednak wyczesać, tylko na razie jakoś nie mogę się za to zabrać :)

Comments

Post a Comment

Popular posts from this blog

1. [początek. lace]

5. [Pierwszy kardigan, który nadaje się do noszenia]

4. [tęcza na dzień matki]