5. [Pierwszy kardigan, który nadaje się do noszenia]

W życiu mam słomiany zapał do wielu rzeczy, prowadzenie bloga okazało się jedną z nich. Przez (prawie) rok od ostatniego wpisu udało mi się skończyć kilka projektów, część z nich może nawet wrzucę w jakiejś zbiorczej notce ot, dla własnego poczucia zorganizowania (i z dumy - w końcu opanowałam te nieszczęsne żakardy!), na razie jednak będzie wpis poświęcony całkowicie mojemu drutowemu sukcesowi ostatnich kilku miesięcy - skończyłam, choć nie bez przygód, pierwszy kardigan. To znaczy, pierwszy, który mi się podoba i który zamierzam nosić...

Boho Style Mosaic Cardigan

projektu Irene Lin


Zdjęcie zaaranżowane tak, by nie było widać pomyłek i niedociągnięć :)

Wzór wpadł mi w oko, kiedy po skończeniu Waiting for the sun przeszukiwałam na Ravelry tag mosaic knitting - techniki, którą cały czas uważam za dobry kompromis między chęcią dodania swoim udziergom kolorów a obawą przed plączącymi się nitkami w żakardach. Spodobał mi się sam motyw, ale też ogólny look, jaki daje ta metoda - lekko pogrubiony (przez prowadzoną z tyłu nitkę) ścieg francuski; te dwie rzeczy, połączone ze sobą, nadają kardiganowi cokolwiek etnicznego uroku, który bardzo przypadł mi do gustu. Tak więc wzór odkryłam, stwierdziłam, że to już czas najwyższy, aby spróbować swoich sił w wydzierganiu swetra - no i zabrałam się do roboty.

Pierwszym krokiem było oczywiście zapłacenie za plik z instrukcjami, drugim - dobór włóczki, tak "marki", jak i kolorów. Z kolorami miałam mniejszy problem (wiedziałam mniej więcej, czego chcę, i choć miałam chwile zwątpienia, rezultat końcowy na szczęście całkiem mi się podoba), wybór konkretnej wełny (bo to miała być wełna, to akurat nie podlegało dyskusji) okazał się trudniejszy. Pierwsze ograniczenie - odpowiednia grubość włóczki (mniej istotne, w końcu wzór można odpowiednio zmodyfikować) i dostępność wymarzonych kolorów. Drugie, znacznie poważniejsze - finanse. Wełna to jednak nie jest tani biznes, zwłaszcza w ilościach potrzebnych do wydziergania sięgającego za tyłek swetra w rozmiarze L. Niestety, jeszcze nie stać mnie na wydanie kilkuset złotych na taką przyjemność, powzdychałam więc chwilę do bardziej "ekskluzywnych" wełenek, po czym zaczęłam przeglądać znacznie bardziej ekonomiczną ofertę Dropsa.

Akurat trwała promocja na włóczki merynosowe (tak na marginesie - był wrzesień, wtedy też zaczęłam dziergać. Przez prawie pięć miesięcy, jakie minęły od tego czasu, sweter odkładałam parę razy w kąt, tak że ostatecznie nie mam pojęcia, ile tak naprawdę zajęło mi jego skończenie), wahałam się więc między Merino Extra Fine a Cotton Merino. Ostatecznie wybór padł na tę pierwszą, głównie ze względu na dostępność kolorów w miejscowym sklepie z włóczkami. Tak więc, jeśli chodzi o materiały, przywlokłam do domu: 1 motek Drops Merino Extra Fine w kolorze 27 (granat), 2 razy kolor 17 ("wiśnia" - choć moim zdaniem z wiśnią nie ma za wiele wspólnego...), 3 razy kolor 19 (jasnoniebieski) i 11 lub 12* motków jasnoszarego, czyli mix 05.

*Autorka wzoru podaje, że potrzeba ~7.5 x 50g głównego koloru - ja postanowiłam sweter wydłużyć, stąd taka różnica. Ostatecznie zużyłam ok. 10.5 motka


Powyżej próbki - wybrałam druty 4.5 mm, bo uzyskany efekt wydał mi się przyjemniejszy w dotyku, rozmiar też bardziej odpowiadał gauge podanemu przez autorkę wzoru. Niestety, w trakcie dziergania kolejnych elementów w pewnym momencie zapomniałam wziąć ją pod uwagę, zresztą, wydziergany na próbę prostokąt powinien był być zdecydowanie większy, jeżeli chciałam się uchronić przed popełnionym błędem...


Ale na początek - pierwsze kroki, całkiem zresztą udane

Jak widać, konstrukcja jest bardzo prosta, trochę (na ile się orientuję) podobna do tego, jak się robi raglan na okrągło - kardigan dzierga się w sumie w jednym kawałku (za wyjątkiem rękawów), nie trzeba zszywać ze sobą tyłu i obu części przodu. Na szczęście, bo za zszywaniem nie przepadam.

Wspomniałam już, że kardigan zamarzył mi się dłuższy niż to, co zaprezentowała autorka. Postanowiłam go wydłużyć także pod wpływem czytania notek pod innymi projektami - sporo osób zwróciło na to uwagę, zdecydowałam się więc dmuchać na zimne, bo uważam, że w przypadku swetra lepiej, żeby okazał się odrobinę za długi niż za krótki. Stąd też moja główna modyfikacja: dla rozmiaru L autorka zaleca wykonanie 8 "segmentów" (ścieg pończoszniczy zakończony paskiem "francuza") głównym kolorem, ja zrobiłam ich w sumie 11.


Zapowiada się całkiem nieźle, prawda?

Kierując się tą logiką, uznałam, że i rękawy powinny być dłuższe, niż to zaleca projekt - zresztą, przy mierzeniu swetra przed praniem wydawały się w porządku...

Co tu dużo mówić - wełna, do tego zwykły ścieg pończoszniczy... Rękawy wyciągnęły się niesamowicie, nie było rady, już po wysuszeniu swetra musiałam skrócić je o ok. 15 centymetrów. Drżałam bardzo, czy mi się to uda, bo pierwszy raz odważyłam się na coś takiego: odmierzyłam, ile muszę spruć, przeciągnęłam nitkę przez oczka na granicach prucia i ciach! Na szczęście obyło się bez panicznego łapania oczek, akcja zakończyła się sukcesem:


Jak się dobrze przyjrzeć, to widać, że rękaw po prawej to już tak naprawdę dwie osobne części - plus ok. 30g włóczki ze sprutego fragmentu

Potem pozostało "tylko" zszycie tego w jedną całość, co okazało się równie stresujące. Ale przynajmniej mogę powiedzieć, że opanowałam już tzw. kitchener stitch na pamięć. Pierwsze zdjęcie w notce to już kardigan po wszystkich tych operacjach - trochę widać, w którym miejscu rękawy były zszywane (kitchener stitch wyszedł mi ciaśniej niż dziergane oczka), ale myślę, że nie kole to w oczy aż tak.


Kardigan jeszcze bez kołnierza, ale za to wciąż ze zbyt długimi rękawami

Z drobnych niedociągnięć - brzegi obrobiłam trochę "na odwal", to znaczy nabrałam oczka wzdłuż krawędzi i poleciałam samymi prawymi aż uznałam, że szerokość mi odpowiada. Autorka wzoru zaleca z kolei, żeby nabrać określoną liczbę oczek, po czym przez kilka rzędów dobierać dodatkowe w okolicy kołnierza... Możliwe, że to właśnie miało zapobiec temu, co stało się u mnie - dół swetra podciąga się ku górze, zwłaszcza kiedy się go założy. Cóż, trudno.

Zdecydowałam się też nie dodawać frędzli. Kto wie, może kiedyś... ale na razie podoba mi się tak, jak jest.


Standardowo - zdjęcie lewej strony wzoru

Comments

  1. Piękny ten sweter. Właśnie uczę się metody dziergania od góry. Dzięki za cenne uwagi. Na pewno z nich skorzystam. Pozdrawiam.

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

1. [początek. lace]

4. [tęcza na dzień matki]